Od kreski po ostatni szlif, czyli jak firma meblowa z Warszawy podbiła festiwale designu

Paramy się też tłumaczeniem rzemieślniczej tradycji na designerski mebel – mówi Magda Hubka ze Swallow’s Tail Furniture. Rozmawiamy z parą, która założyła firmę meblową święcącą triumfy na wielkich światowych festiwalach designu.

Polska marka Studio Swallow’s Tail Furniture zgarnia nagrodę za nagrodą, a ich projekty zachwycają nie tylko jurorów festiwali designu. Piękne, funkcjonalne i trwałe meble powstają w manufakturze od 2012 roku. Magda Hubka i Piotr Grzybowski – para w życiu, duet w pracy – oboje po wrocławskiej ASP, opowiedzieli nam jak wygrywa się nagrody, czym jest „nowe rzemiosło” i dlaczego połączenie stolarskie wydaje im się poetyckie. Magda skończyła grafikę artystyczną, Piotr architekturę wnętrz, a wcześniej meblarstwo w liceum plastycznym w Kielcach, ona szkicuje, on konstruuje i jak mówią, parają się – tłumaczeniem rzemieślniczej tradycji na designerski mebel.

Komoda ST Sideboard zdobyła tytuł must have 2015, w 2016 roku firma zdobyła też nagrodę iF Design Award w Paryżu. W 2017 roku trafił do nich kolejny must have – za stół ST CALIPERS CUSTOM i kolekcję świeczników Enlightenment Color. Postanowiliśmy się przyjrzeć ich projektom i metodzie.

F5: Czegokolwiek nie zaprojektujecie, natychmiast zdobywa to jakieś wyróżnienie lub nagrodę, i to nie tylko w Polsce. Jak to się robi?

Magda Hubka: Zabrzmi banalnie, ale tworzenie nowej marki i realizacja naszych projektów to całe nasze życie. Postawiliśmy wszystko na jedną kartę o nazwie Swallow’s Tail i od tego czasu mocno działamy. Momentami bywa bardzo trudno, ale żyjemy tym, co robimy z całą naszą rodziną. Tylko dzieci jeszcze nie gonimy do maszyn.

Jak to się stało, że zajęliście się produkcją mebli?

Obydwoje jesteśmy absolwentami Akademii Sztuk Pięknych i jako „magistrowie sztuki” projektowaniem zajmowaliśmy się na wielu płaszczyznach. Poczucie wiecznego uzależnienia od niezliczonych tzw. czynników zewnętrznych i brak kontroli nad efektem końcowym stawało się nieznośne. Wreszcie Piotr kupił pierwsze maszyny. I tak to się u nas zaczęło. Zaczęła się też praca od rana do… kolejnego świtu, ale z satysfakcją z każdego wykonanego projektu.

Skąd wzięła się wasza dość tajemnicza nazwa?

„Jaskółczy ogon” to jedno z najmocniejszych i najpiękniejszych połączeń stolarskich i dość poetycka metafora, tego co robimy.

W naszych projektach nie znajdziecie wielu śrub. Każdy mebel jest zaprojektowany w oparciu o stare, sprawdzone zasady konstrukcji stolarskich, tylko przełożone na współczesny język i nowoczesne wykonanie, które jest możliwe do powielania w produkcji. Przełożyliśmy więc „jaskółczy ogon” na język angielski, żeby móc polecieć z nim w świat. Nazwa po angielsku to dove tail, ale chcieliśmy tej jaskółki w nazwie marki tak bardzo, że zdecydowaliśmy się na dosłowne tłumaczenie.

Paramy się też tłumaczeniem rzemieślniczej tradycji na designerski mebel.

Co jest dla was najważniejsze w procesie projektowania, od czego zaczynacie?

Konstrukcja, funkcjonalność, forma. Tworzenie nowego mebla to dla nas budowanie go jakby od środka, czyli od pomysłu na jego konstrukcję, dzięki której powstanie nowa bryła, po opakowanie, jakim będzie jego ostateczny kształt. Następnie wybieranie materiału, dostosowywanie się do jego możliwości, wreszcie poszukiwania w korzeniach tradycji, czy klasyki. Taka jest nasza droga – od kreski po ostatni szlif.

Sercem waszego warsztatu jest obrabiarka CNC, jakie daje możliwości? Jak to się stało, że manufaktura, która stroni od masowej produkcji przerzuciła się na CNC?

To właśnie jest nasz tłumacz. CNC daje możliwość przełożenia niemal każdego elementu z języka starej ręcznej roboty na cięcie, frezowanie z dokładnością do setnych milimetra. Dzięki obrabiarce tworzymy „nowe rzemiosło”, projektujemy elementy niemożliwe lub bardzo trudne do wykonania w tradycyjny stolarski sposób. Mamy wolność tworzenia, choć nierzadko okupioną nocami przy programowaniu komputerowym.

Co jest obecnie hitem jeśli chodzi o wasze produkty?

Ostatnio były to stoły na święta. Od początku specjalizowaliśmy się w projektach stołów i teraz to procentuje. Stół z jaskółką staje się hitem. Ale czasem działamy intuicyjnie, by trafić w potrzeby klientów – jak lato, to leżaki, a jak zimowe długie wieczory to świeczniki. I tak to właśnie u nas wygląda. Każda przyznana nam nagroda to i lepsza sprzedaż wyróżnionego w konkursie produktu. Ale żeby mieć ten hit, potrzebna jest ciężka praca. I odrobina szczęścia.

Od kreski po ostatni szlif, czyli jak firma meblowa z Warszawy podbiła festiwale designu [KONKURS]

O blogu
O blogu